Za nami chyba najbardziej pracowity tydzień w tym sezonie. Od 21.07. do 24.07. braliśmy udział w prestiżowych regatach Gdynia Match Race, równolegle do Mistrzostw Europy Juniorów w olimpijskiej klasie Laser. Obie imprezy kończyły tegoroczne, aż 3-tygodniowe Gdynia Sailing Days. Impreza zaczęła się dla nas nie najgorzej. Po dwóch zwycięstwach z wyżej rozstawionymi załogami L.Jury (Nowa Zelandia) oraz D.Chapmana (Australia, który wygrał niedawno Szczecin Match Race, a w jego załodze pływa nasz kolega Łukasz Czaja), dość przypadkowo przegraliśmy wyścig z niżej notowanym Sz.Muszyńskim (który okazał się jednak później "czarnym koniem" regat zajmując ostatecznie 6 lokatę) oraz - po jak zawsze - zaciętej walce przedstartowej z najwyżej rozstawionym w regatach P. Tarnackim.
Przy bilansie 2-2 o wyjściu z grupy zadecydować miał piątkowy wyścig z bardzo szybko żeglującą przy słabych wiatrach załogą Sz. Szymika. Po dobrym starcie udało nam się przejąć kontrolę i - pomimo urwanego pasa do balastowania, który spowodował przymusową kąpiel pit mana Marka "Dzikiego" dowieźliśmy zwycięstwo do mety. Dało ono nam pewne drugie miejsce w grupie, jednak z uwagi na coraz lepsze warunki pogodowe tego dnia (mowa oczywiście o wietrze, bo w czasie gwałtownych ulew zmokliśmy chyba ze trzy razy), organizator zadecydował kontynuację rundy każdy z każdym. Tutaj zaczęliśmy od porażki z utytułowanym M.Stańczykiem, aby następnie po obfitujących w wiele ciekawych zagrywek taktycznych wygrać z dobrze nam znanym T.Zajączkowskim, Mistrzem Polski - R.Sawickim (i to pomimo kolejnej przymusowej kąpieli - tym razem naszego trymera Macieja Gonerki) oraz włoską załogą A.Miele. Na koniec dnia - przy słabnącym i nierównym wietrze - przegraliśmy wyścig z trzykrotnym olimpijczykiem M.Grabowskim i z korzystnym bilansem 6-4 ukończyliśmy drugi dzień zmagań na 4 miejscu, mając zapewnione wejście do czołowej szóstki (załogi od miejsce 3-6 miały walczyć o 2 pozostałe miejsca w półfinałach w tzw. repasażach). W sobotę pewnie wygraliśmy z załogą K.Pawluka, ostatecznie kwalifikując się do repasaży, a po ich odwołaniu bezpośrednio do półfinałów, i to z 3 miejsca. W półfinale trafiliśmy jednak na M. Stańczyka, z którym - po dobrych rozgrywkach przedstartowych - niestety na trasie nie udało się nawiązać walki (był dla nas zdecydowanie za szybki) i przegraliśmy dwa pojedynki. W drugim półfinale P.Tarnacki zmierzył się z australijsko-polską załogą D.Chapmana (z którym oprócz Ł. Czai żeglował też Paweł Górski). Po bardzo emocjonującej walce wygrał Chapman (2:1), który zmierzył się z M. Stańczykiem w finale, przegrywając go jednak ostatecznie 1:2. My natomiast, głodni rewanżu za porażkę w rundzie eliminacyjnej, spotkaliśmy się z P. Tarnackim. Pomimo prowadzenia w pierwszym wyścigu, przeciwnicy wyprzedzili nas na pierwszym kursie z wiatrem i nie oddali już prowadzenia do końca. Drugi pojedynek był jeszcze bardziej zacięty. P.Tarnacki prowadził cały wyścig. Jednak na ostatnim boku z wiatrem, znakomitą pracą na fali i trymem genakera (wielkie uznanie dla Macieja) udało nam się zasłonić przeciwnika po nawietrznej i wyprzedzić go na tyle, żeby - po udanym zwrocie przez rufę - wjechać przed nim na metę i doprowadzić do remisu. Niestety, z uwagi na upływ czasu, nie udało się przeprowadzić decydującego meczu. O kolejności w regatach zadecydował w tym przypadku wynik z Round Robin, który P.Tarnacki miał korzystniejszy. Z występu w Gdyni jesteśmy jednak bardzo zadowoleni. Płynęliśmy w składzie Marek "Dziki" Prokopiak - pitman, Maciej Gonerko - trymer, Patryk Zbroja -sternik.Od razu w sobotę wróciliśmy do Szczecina, gdzie od dwóch dni na start w Etapowych Regatach Turystycznych oczekiwał Tomahawk, pod komendą B. Września, przy pomocy Kariny Rostek, Olka Waszkiewicza, Marka Wierzbickiego i Tomka Teteli. Po niezrozumiałych dla nas perturbacjach organizacyjnych jacht został dopuszczony do regat początkowo w tzw. grupie regatowej, a następnie jako tzw. "jednostka towarzysząca". Silny wiatr uniemożliwił sobotni start regat. W niedzielę aura była łaskawsza, wiatr do 25 węzłów nie mógł przecież uniemożliwić dobrej zabawy na trasie. Po wymianie załogi, w nieco zmienionym składzie (Karina Rostek, Paweł Szklarz, Przemek Skupin, Dawid Zbroja, Patryk Zbroja) ruszyliśmy z lekkim technicznym opóźnieniem na trasę regat. Jacht przeszedł ten test bardzo dobrze. Pomimo niepełnej załogi, bez większych emocji i pod pełną kontrolą pokonał odległość z Trzebieży do Świnoujścia pod wiatr w czasie 2 h 30 min. i to z jedną krótką przerwą na wyłowienie załoganta, któremu przypadkowo wyczepił się trapez. Szkoda trochę, że nie zdążyliśmy na start i ostatecznie nie mogliśmy się przymierzyć w tych warunkach do najszybszych jachtów.
W poniedziałek natomiast wzięliśmy udział, znów w lekko odmienionym składzie (Dziki, Bogdan, Tomek Tetela, Mariusz Tetela, kol. Wojtek, Patryk), w etapie morskim ze Świnoujścia do Dziwnowa, stanowiącym jednocześnie wyścig o Błękitną Wstęgą Zatoki Pomorskiej. Pomimo startu z grupą otwartą 10 minut po jachtach pomierzonych w formule KWR, po kilku milach - przy słabym i nierównym wietrze - udało nam się dogonić liderów. Komisja zadecydowała jednak skrócenie trasy w ok. 1/2 części trasy, co spowodowało że linię mety przeciął jako pierwszy jacht Antidotum (z Marcinem Mrówczyńskim na sterze). Nasz Tomahawk zameldował się drugi ze stratą ok. 3 minut. Myślę, że wyścig nie trwał nieco dłużej, dalibyśmy radę wyprzedzić nawet lidera. W każdym razie, bezspornie jacht trasę ze Świnoujścia do linii mety przebył w najkrótszym czasie, co upoważnia nas do radości z Błękitnej Wstęgi!
Z uwagi na obowiązki zawodowe i rodzinne musimy przerwać nasz udział w kolejnych etapach regat. O kolejnych startach będziemy informować na bieżąco.
W załączeniu logo teamu.
Pozdrawiam
Patryk Zbroja






