Środek tygodnia. Dochodzi dopiero godz. 6.30 rano, a z oświetlonej części magazynku na przystani Centrum Żeglarskiego młodzi ludzie wynoszą już rozpięte żagle windsurfingowych „desek” i kierują się w stronę zamarzniętego Jeziora Dąbie. Po chwili gdzieś giną w niemal całkowitych ciemnościach. Na pokrytej białym puchem tafli zamarzniętego jeziora przemykają trójkątne cienie żagli. Gdyby nie biel śniegu trudno byłoby z większej odległości rozpoznać tych lodowo-żeglarskich zapaleńców. Jest z nimi doświadczony instruktor żeglarstwa Tomasz Franczak. T
Trochę pod strachem, a trochę z ciekawości tym bardziej, że mam fotograficzny aparat idę w kierunku poruszających się po lodzie cieni. Stawiam stopy ostrożnie i nasłuchuję, czy coś pod nogami nie trzeszczy. Dochodzę do trenera żeglarzy. Witamy się.
- Czy ktoś mierzył grubość lodu? - zadaję asekuracyjne pytanie.
- Mierzyłem kilka tygodni wcześniej - odpowiada trener - gdy zaczynaliśmy zajęcia. Lód miał wówczas 10 - 12 cm grubości i w kolejnych dniach stale jego grubość przyrastała, tak że teraz jest bardzo gruby i bezpieczny. Dodatkowo padał śnieg, co z jednej strony zwiększało grubość lodu, ale z drugiej pogarszało szusowanie. Zamiast „deski” stosowanej latem na wodzie, żagiel umieszczamy w uchwycie „iceboarda” – jest to także trójkątna, lodowa „deska”, z trzema płozami. Dwie tylne podobne są do łyżew, a z przodu może być też łyżwa lub krótka narta, albo odpowiednio wygięta rurka, i wtedy łatwiej śmiga się po śniegu.
- Czemu tak wcześnie spotykacie się na zajęciach?
- Grupa, z którą prowadzę zajęcia, to wyjątkowo doświadczeni żeglarze. Jest wśród nich Błażej Błażowski - medalista MŚ juniorów oraz Polski, jest Hanna Zembrzuska - dwukrotna medalistka MP. Są także Tomasz Kastrau, Natalia Kacprzyk. Jakub Skorupski i inni. Trenują sześć razy w tygodniu i czasami dwa razy dziennie: raz przed zajęciami w szkole i drugi raz wieczorem. Rano wychodzimy na lód jeszcze przed brzaskiem, a wieczorem już po zmierzchu. Trzeba łapać formę, aby następnie dobrze wypaść na zawodach, które liczą się w ogólnopolskiej punktacji.
- To znaczy, że także w Polsce organizowane są tego typu zawody?
- Tak. Są to mistrzostwa Polski w windsurfingu zimowym, rozgrywane w różnych miejscowościach, w zależności od pokrywy lodowej. Najbliższe będą w połowie lutego. Na początku br. byliśmy już na zawodach w Warszawie, gdzie Błażej zajął trzecie miejsce, chociaż warunki były ciężkie z powodu grubej warstwy śniegu. Wygrywali z nami zawodnicy, którzy zamiast stalowych płóz mieli narty, a to powoduje istotną różnicę. Na czystym lodzie i ze stalowymi płozami można przy sprzyjającym wietrze mknąć nawet 100 km/godz. Na śniegu szybkości są znacznie mniejsze.
- Jak wygląda taka organizacja lodowych regat?
- Bardzo podobnie do żeglarskich latem. Trasa jest jedynie inaczej ustawiana. Po starcie, który też jest specyficzny, gdyż można rozpędzić się „na piechotę”, zawodnicy mają do pokonania tzw. „śledzia”, czyli trasę wytyczoną między dwoma znakami, z których jeden ustawiany jest pod wiatr, a drugi z wiatrem i wokół nich trwa walka. Do pokonania jest zwykle kilka okrążeń, a takich wyścigów rozgrywa się ok. dziesięciu. Warto w tym miejscu powiedzieć, że na wiatr i z wiatrem trzeba halsować (żeglować pod pewnym kątem do wiatru), gdyż wówczas uzyskuje się największe szybkości. Organizatorzy mogą ustawiać także inne kombinacje trasy.
Zbliża się godzina ósma rano, zawodnicy kończą trening i zbierają się do szkoły. Wieczorem wrócą tu jeszcze raz.
Andrzej Gedymin - „Kurier Szczeciński”
*****
Lodowy Błażej
Nadzieja polskiego windsurfingu, nasz16-letni Błażej Błażowski przygotowuje się aktualnie do ME na iceboardach, które w połowie marca odbędą się w Finlandii. Brązowy medalista zeszłorocznych MŚ juniorów na Łotwie teraz także mierzy w podium. Windsurfingowcy przygotowują się w ten sposób do sezonu letniego, właśnie zimowymi startami na iceboardach. Mogą na nich osiągać prędkość do 80 km/godz., co powoduje, że potem pewniej czują się w rywalizacji na wodzie. Błażej startuje w barwach MKS Centrum Żeglarskiego (nowego klubu, który powstał w miejsce MKS Pałacu Młodzieży), i obecnie szlifuje formę w Tolkmicku, obok Krynicy Morskiej, gdyż tam są najlepsze warunki lodowe. Trenuje tam pod okiem prezesa Polskiego Związku Windsurfingowego i trenera w YKP Warszawa Witolda Nerlinga.
- Od stycznia mamy całkiem nowy sprzęt. Zbudowany specjalnie dla Błażeja przez Wojciecha Tojchmana, którego podziwia cała Polska. Testujemy też deski z nartami, bez których - przy dużym śniegu - trudno rywalizować z najlepszymi, co w przeszłości się zdarzało - opowiada ojciec zawodnika Marcin Błażowski, w przeszłości wychowanek i piłkarz Pogoni.
„Gazeta Wyborcza”, Szczecin





