Najbardziej egzotyczną potrawę - mówi znakomity żeglarz i podróżnik Wojciech Jacobson - jadłem gdzieś w puszczy w Gujanie Francuskiej. Była to potrawka z pancernika, smakowała wyśmienicie, ale oczywiście przyrządzono samo mięso. Wiedziałem, że to pancernik, bo taką potrawę zamówiliśmy u Hmongów w tej wiosce. W podobny sposób smakowałem wyśmienitej potrawy z krokodyla i nie tylko. Trudno nie spróbować takich rozmaitości, jeśli przepłynęło się na różnych jachtach i żaglowcach ok. 240 tys. mil morskich, czyli ponad 10 razy dookoła kuli ziemskiej.

Czytaj więcej...

Rozmowa z dr Zbigniewem Zbroją, który pracował nad wspomaganiem napędu statku handlowego żaglami

"Kurier": - Jest pan sceptycznie nastawiony do przydatności żagli w żegludze towarowej. Skąd to przekonanie?
- Bo prowadziłem podobny eksperyment w połowie lat 80. Udało mi się wówczas przekonać dyrekcję PPDiUR "Odra" w Świnoujściu, aby na trasie Vancouver - Panama - Świnoujście sprawdzić, jak spisują się żagle jako napęd pomocniczy silnika głównego. Na statku przetwórni rybackiej zostały zainstalowane żagle z żaglowca-muzeum "Daru Pomorza". Leżały one w magazynie i niektórzy mówili, że gniły, choć byty z syntetycznego tworzywa -dakronu. Dzięki tym żaglom mogliśmy zaoszczędzić na kosztach szycia i na czasie. Na samym zaś statku do ich zawieszenia wykorzystałem systemy przeładunkowe - borny, windy, dźwigi. Jeden z bomów ładunkowych uzbroiłem jak reję do żagli.

Czytaj więcej...

Rozmowa z Kazimierzem Rypińskim, nestorem szczecińskiego żeglarstwa

- Panie Kazimierzu, jeszcze w 2005 roku sędziował Pan regaty na jeziorze Dąbie – jako najstarszy czynny sędzia żeglarski  – a z żeglarstwem szczecińskim jest Pan związany od 1948 roku. Jakie były początki tej Pana życiowej pasji?
 
 - Trochę nietypowe, ponieważ pierwszy raz w życiu wsiadłem na jacht mając …28 lat. Pochodzę z Poznania, gdzie urodziłem się w 1920 roku, skąd po wojnie, już żonaty i dzieciaty, trafiłem z rodziną do Szczecina, ponad 60 lat temu, w 1946 roku, i tu już „zakotwiczyłem” na stałe. Właściwie przypadkowo, latem 1948 roku, przyjaciele z Jacht Klubu „Gryf” zaprosili mnie na rejs do Świnoujścia, świeżo odbudowanym jachtem „Baśka”.
Początek strony