ZOZZ header

1Śp. Bruno Salcewicz, Polak, obywatel Szwecji i świata, marynarz – emerytowany oficer PMH, żeglarz regatowy – kapitan jachtowy i przyjaciel żeglarzy, pisarz, członek Bractwa Wybrzeża i Klubu Kapitanów w Szczecinie, oraz Bractwa Kaphornowców, obieżyświat, człowiek morza. Nasz Przyjaciel. Zmarł w poniedziałek 22 lipca 2019, został pożegnany tłumnie na Cmentarzu Centralnym 26 lipca br. Żegnaj Bruno, pozostaniesz na zawsze w pamięci zachodniopomorskiej i polskiej braci żeglarskiej!!! (czytaj więcej)

 Bruno Salcewicz urodził się na Łotwie w 1941 roku. Po wojnie zamieszkał w Szczecinie, gdzie ukończył Wydział Nawigacyjny Państwowej Szkoły Morskiej. Do przejścia na emeryturę w 2006 roku pływał na statkach różnych bander, potem wrócił do Szczecina. Jego drugą pasją było też żeglarstwo regatowe, a marzeniem opłynięcie przylądka Horn, najlepiej pod żaglami. Cel ten udało mu się zrealizować dopiero w wieku 75 lat, w 2016 roku, na jachcie "Selma Expeditions". Fundusze na bardzo drogą wyprawę zgromadził dzięki wsparciu internautów, na portalu crowdfundingowym. Niestety, omal nie przypłacił tego rejsu życiem. Opłynął i zobaczył Horn, ale podczas rejsu źle się poczuł i kolejne tygodnie spędził w szpitalu w Ushuaia. Niełatwe, ze względu jego stan zdrowia, było też zorganizowanie jego powrotu do Polski. Ostatecznie Bruno przyleciał do domu pod opieką sprowadzonego z Polski ratownika medycznego…

Jego zamiłowania, pasje i wybory życiowe najlepiej charakteryzuje krótkie CV, które zamieścił na obwolucie wydanej w 2012 roku autobiografii „Pod żaglami i na gazie”. O tym z kolei, jak wyjątkowe były przygotowania do wyprawy na Horn, jak dramatyczny był jej przebieg i powrót do Polski opowiedział później w kolejnej swojej wspomnieniowej książce – "Zobaczyć Cape Horn - czy warto było?". We wstępie do niej przytoczył sentencję MarkTwain’a: „Za 20 lat będziesz bardziej żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Oddaj zatem cumy, wypłyń z bezpiecznej przystani. Złap wiatr w żagle. Podróżuj, śnij, odkrywaj…” (na zdjęciach). Popłynął, odkrył, warto było. Teraz żegluje gdzieś jeszcze dalej, w oceanie nieskończoności…

Bruno był także bardzo mocno zaangażowany w akcję ratowania jachtu "Polonez" (na zdjęciu), na którym Krzysztof Baranowski samotnie opłynął świat w latach 1972-1973. Bruno walnie przyczynił się do tego, że „Polonez” wrócił na morze…

Wspomnienia i zdjęcia: Wiesław Seidler i Redakcja „Żagli”

 

Początek strony